Rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki, na cuda trzeba poczekać do jutra. Ta myśl idealnie pasuje do realizowanej obecnie 1. Edycji Skoków Spadochronowych - Śląskiej Grupy Wojewódzkiej IPA 2009. Pomysł zorganizowania szkolenia z zakresu skoków spadochronowych zdawał się być nierealny, niemożliwy do przeprowadzenia. A jednak w pierwszych dniach sierpnia znalazł swoje urzeczywistnienie. W okresie 7 - 9 sierpnia 2009 r. na terenie Aeroklubu w Gliwicach przeprowadzona została część teoretyczna i praktyczna, zakończona pierwszymi skokami ze spadochronem.
Uczestnicy szkolenia pod okiem doświadczonych instruktorów, przez 3 dni zapoznawali się z tajnikami skoków spadochronowych. Meteorologia, możliwości i ograniczenia człowieka, czy też rozbudzające emocje, sytuacje awaryjne w trakcie skoku ze spadochronem, to tylko niektóre z zagadnień omawianych w ramach zajęć. Spora część czasu poświęcona była nabyciu umiejętności przyjęcia prawidłowej postawy w trakcie skoku ze spadochronem. Choć nieraz mogło to śmiesznie wyglądać, to jednak każdy z uczestników szkolenia wykonał około 200 skoków na sucho. Choć nie wszystkie były udane, to teraz wiemy jak niezbędna była taka sucha zaprawa. Wszystkie te godziny zajęć zostały jednak sowicie wynagrodzone w upalne niedzielne popołudnie.
Choć początkowo wydawało się, że zbyt silny wiatr pomiesza nam szyki to jednak 3-godzinne oczekiwanie na przyjazną aurę zostało w końcu uwieńczone sukcesem. O godz. 16:00 przygotowania do skoku rozpoczęła pierwsza grupa uczestników szkolenia. Choć u wielu osób myśl o skoku z wysokości 1000 m wzbudza lęk i obawę, w przypadku uczestników naszego szkolenia nie było problemu ze znalezieniem chętnych do pierwszego lotu. Nie sposób opisać, co się czuje w takim momencie. To mieszanina strachu, chęci przeżycia przygody, ciekawości. Kiedy samolot kołuje na start, a następnie przez kilka minut wznosi się na odpowiednią wysokość, patrząc przez okienko na powiększającą się panoramę Śląska uparcie pojawia się myśl po co mit o było?. Kiedy chwilę później na wysokości 1000 m, instruktor otwiera drzwi i wydaje komendę do skoku, coś ściska za gardło. Dwukrotnie powiększone źrenice uczestników szkolenia są w tym momencie bardzo wymowne. Jeszcze kilka sekund i
. Nagle cały świat wiruje w oczach. Te 3 - 4 sekundy w trakcie których nad głową kursanta napełnia się czasza spadochronu wydają się wiecznością. Jednak już po chwili widok jaki rozpościera się przed oczami skoczka zapiera dech w piersiach i sprawia, że w miejsce strachu, obawy pojawia się fascynacja. Szybko wracają ćwiczone przez 3 dni odruchy. Spojrzenie w górę, czy czasza jest prawidłowo rozwinięta, czy slajder jest na swoim miejscu. Spojrzenie w bok i zorientowanie się, gdzie są pozostali uczestnicy skoków, odbezpieczenie kołków, podpompowanie spadochronu, odszukanie wzrokiem płyty lotniska i
. Nie, nie. Żeby dowiedzieć się, co się dzieje dalej trzeba samemu to przeżyć.
Okres wakacyjny, specyficzne uwarunkowania tej dyscypliny sportowej przez wielu zaliczanej do sportów ekstremalnych, a także krótki okres zgłaszania się uczestników powodowały, że jaki inicjatorzy szkolenia obawialiśmy się o frekwencję. Tymczasem zainteresowanie przeszło najśmielsze oczekiwania. Do pierwszej edycji szkolenia przystąpiło 25 osób z woj. Śląskiego, Krakowa, Warszawy. Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele m. in. Policji, Straży Granicznej, Urzędu Celnego, Straży Pożarnej. Co ważne, w tym gronie aż 5 osób stanowiły przedstawicielki płci pięknej (i to nie tylko w przenośni). Kolejnych 10 osób, choć zgłosiło swój akces nie było w stanie wziąć udział w szkoleniu, w wyznaczonym terminie, deklarując jednak swój akces w kolejnej edycji. Wspaniała atmosfera jaka towarzyszy szkoleniu to w dużej mierze zasługa Wojtka, Maćka, Janka i pozostałych osób, które z dużą cierpliwością i wyrozumiałością, przekazywały nam swoją wiedzę i doświadczenie.
Dziś nie mamy wątpliwości, że choć początkowo pomysł wydawał się szalony, to środowisko służb mundurowych jest zainteresowane tego typu przedsięwzięciami. Satysfakcja, jaką niesie uprawianie tego sportu sprawia, że 2 edycja skoków spadochronowych w tym roku jest przesądzona.
Myślę, że warto, a nawet trzeba podkreślić jeszcze jedną rzecz. Dla przeciętnej osoby skoki spadochronowe jawią się jako sport szalenie niebezpieczny. Na szczęście to tylko mit. Oczywiście, że jak rzadko która inna dyscyplina, skoki spadochronowe niosą pewne zagrożenia, ale właśnie dlatego sprzęt używany do skoków jest bezpieczny, wielokrotnie testowany i sprawdzany, wyposażony w dwa spadochrony oraz stosowne zabezpieczenia, mające niwelować skutki ewentualnych błędów ludzkich. Jeśli do wypadków dochodzi, to w zdecydowanej większości są one efektem ludzkich błędów i brawury. Ale cóż. Zdrowego rozsądku nic nie zastąpi, bez względu na to czy są to skoki spadochronowe, czy jazda na rowerze. Dlatego dzieląc się wrażeniami, swoimi i nie tylko, serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych do udziału w kolejnych edycjach skoków spadochronowych. Dla mnie, i tych którzy wzięli udział w szkoleniu nie ulega wątpliwości, że odpowiedź na postawione parę akapitów wcześniej pytanie brzmi: WARTO BYŁO!!!!!!