Na ten wyjazd szykowaliśmy się już od pierwszych dni lipca. Gdzie tylko można było rozwieszone były listy chętnych na Air Show w Radomiu. Termin niby odległy ale znając życie jedni się zapisywali, inni rozmyślali a jeszcze inni zapisali się a nie dotarli. W końcu lista została skompletowana i jedynym problemem był przewóz. Tutaj na wysokości zadania stanął nasz Prezes (łubu-du bu, łubu-du bu niech żyje nam prezes
.) jakoś autokar oddziałowy załatwił. Jego losy ważyły się do ostatniej chwili. Na dwa dni przed terminem byliśmy gotowi odwołać wyjazd z powodu jego braku. Jakoś się jednak udało.
W sobotę rano zbiórka o 6:00 bo pół godziny później wyjazd. Każdy z niepokojem patrzył w niebo bo prognozy nie były optymistyczne. Poranne niebo jakoś ich nie potwierdzało i każdy z przeświadczeniem, że będzie dobrze wsiadł do autokaru. Jak się później okazało synoptycy nie kłamali. W miarę zbliżania się do celu wyprawy pogoda stawała się coraz bardziej kapryśna. Przed samym Radomiem jeszcze udało nam się trafić w korek, który nas na chwilę przytrzymał, ale do celu dojechaliśmy na czas. Tak jak dwa lata wcześniej udało nam się zaparkować bardzo blisko bramy wejściowej.
I od tego momentu się zaczęło. Ledwo przeszliśmy przez kasy a zaczęło powoli kropić. Deszcz stawał się coraz mocniejszy. Do tego stopnia, lotnisko przypominało pamiętny koncert w Woodstock. Można było spokojnie potaplać się w błotku. Poza ty po drogach kołowania płynęła rzeka (po kostki). W związku z tym organizatorzy odwołali pokazy w powietrzu bo nie miały one sensu a względy bezpieczeństwa są na pierwszym miejscu. Co było robić? Szybko się zebraliśmy i około 15:30 ruszyliśmy w drogę powrotną. Na lotnisku byliśmy wieczorem zmoknięci, zmęczeni i brudni od błotka. Kończąc tą krótką relację myślę, że należy powiedzieć DO ZOBACZENIA ZA DWA LATA.
Mariusz Gaweł
IPA Pyrzowice